deviant ART

[x]

~Katusia:iconKatusia:

is a shit.  

  • Status: Member
  • Deviously Annoying
  • Female/Azerbaijan
  • Invisible
  • Deviant since Feb 11, 2006, 12:58 PM
  • 45 Deviations
  • 22 Scraps [browse]
  • 1,779 Deviation Comments
  • 375 Deviant Comments
  • 1 News Comment
  • 15,704 Pageviews

Moondance

Print Available

Wishlist

by *Losmios
Browse Wishlist

Webcam

Katusia's webcam

2008-04-28/29

Journal Entry: Thu May 8, 2008, 10:56 AM
  • Mood: Mortified
  • Listening to: --
  • Reading: --
  • Watching: --
  • Playing: --
  • Eating: --
  • Drinking: --
Kiribans: Closed.
Requests: NO. Request = commission.
Art trades: Open.
Collaborations: Open.
Gifts & Repays: Suspended.
Commissions: Open. Commission info here

Quizzes received or stolen from the others

Już kładąc się spać czułam, że coś jest nie tak. I to mocno nie tak. To uczucie nie dawało mi spokoju już od ładnych kilku tygodni - ale z racji tego, że - odwrotnie niż zazwyczaj - przeczucia te nie pociągały za sobą niczego konkretnego, zignorowałam je i tym razem. Starałam się zasnąć, mimo że do tej pory ukochana mi cisza na Przyjezierzu Moongaze teraz nieznośnie dzwoniła mi w uszach. Przez parę pierwszych godzin sen próbował mnie na siłę uspokoić. Udało mu się wreszcie - tylko po to jednak, bym za chwilę otworzyła oczy i by pociemniało mi przed nimi gwałtownie, wskutek dojmującego bólu.
Ty cholerna mendo, pomyślałam. Mogłabyś wyleźć już dawno temu, jeśli byś tylko chciała. Ale nie. Musiałaś zaczekać na moment aż będę wystarczająco słaba psychicznie, tak? Wtedy gdy najmniej będę się tego spodziewała?
Bo i taka prawda. Ta ciąża trwała za długo. Opóźniona o dobre kilka miesięcy. Czułam, że owo coś - cokolwiek by to nie było - gdyby mogło, siedziałoby dalej i żarłoby od środka moją krew i płyny życiowe. Ale teraz byłam słabsza niż zwykle - więc i mogło dokopać mi mocniej, wyłażąc akurat teraz. Jak na zwykłe nienarodzone źrebię było niesamowicie cwane. I złośliwe. Całym sobą wprost stworzone do życia cudzym kosztem, o czym nieraz upewniało mnie, pozbawiając mnie resztek sił podczas ciąży. Nie tylko sił fizycznych zresztą. Cały czas trwania nie czułam nic poza pustką i zimnem. Nie trzeba było mieć daru czytania w umysłach, by zdawać sobie sprawę, że jemu na tym właśnie zależy. Zresztą, co dobrego może przynieść coś, co nagle pojawia się samo z siebie akurat w dniach gdy skumulowane były we mnie najbardziej negatywne odczucia? Od czasów Syxtusa, czego rezultatem był mój dobry Narayan, żaden ogier nie miał ze mną styczności. Któregoś dnia po prostu poczułam, że nieproszony gość jest. I to w dniach, które dotychczas mam zakodowane w pamięci jako najgorsze. I bałam się go od początku, bałam tak samo jak moja czcigodna Matka bała się mnie - demona, symbolu zamachu na Jej czystość, godność, cześć. A czymże może być demon zrodzony w innym demonie, sam ze siebie?
Niby od czasów Narayana wiedziałam czego się mogę spodziewać. Ale było gorzej, znacznie gorzej niż myślałam. Pragnęłam mieć to szybko za sobą, by ten koszmar się już skończył, łudziłam się że moje obawy się mimo wszystko nie potwierdzą. O zgubna nadziejo. Nawet teraz moja latorośl robiła wszystko bym jak najdłużej - i najprzykrzej - zapamiętała ten moment. Błagałam tylko los o to, by nie widziało mnie teraz żadne z moich dzieci - upadłą, wijącą się z bólu, fizycznie i psychicznie niemal rozłożoną na czynniki pierwsze. I zarazem pragnęłam, by znalazła się przy mnie moja dobra Matka. By chociaż odrobinę wsparła mnie na duchu, a jeśli nie, niechby spróbowała chociaż odwrócić moją uwagę. Narodziny Narayana i swoje odczucia pamiętam i chciałam pamiętać, a tego nie. A wżerało się to w mój umysł mimo woli.
"Dlaczego?... Dlaczego ja?..." - myślałam, łkając w myślach jak za czasów małego, zaplutego źrebaka. - "Mamo... Dlaczego to musiało spotkać właśnie mnie?...". Bez rezultatu. Moja Matka była daleko, przypuszczałam że lata gdzieś nad Qajarem i wspomina dawne czasy, jak to miała niekiedy w zwyczaju. Nie widziałam Jej od dawna, więc w zasadzie dlaczego miałaby być w pobliżu akurat teraz, wiedząc że najczęściej może spotkać mnie właśnie tu?... Towarzyszyła mi tylko cisza. I księżyc odbijający się w gładkiej tafli jeziora, zdający się nabijać ze mnie i mojej słabości.
Całe moje wnętrze było jedną, wielką, otwartą raną. Tak wcześniej, jak i teraz. Zdawało się to ciągnąć w całą wieczność. Dopóki ból nie złagodniał, a ja nie usłyszałam gdzieś głosu w mojej głowie - głosu, którego nie słyszałam nigdy wcześniej.
"Dziewczynka. Śliczna dziewczynka." - mówił. I mówił z ironią.
Nie wiem w jaki sposób zebrałam siły pozwalające mi podnieść łeb, odwrócić go, spróbować chwycić w nozdrza jej zapach. Który zresztą uderzył mnie w chrapy szybciej niż zakładałam. Każdy normalny źrebak leżałby jeszcze na ziemi, próbując wstać czy choćby otworzyć oczy. A to coś - nie. Czułam że coś stoi przede mną. Ale dopiero po dłuższej chwili zdołałam ogarnąć to zamglonym wciąż wzrokiem.
Pomimo że doskonale czułam bijący od niej zapach własnej krwi, z początku w ogóle nie chciałam wierzyć, że to moje dziecko. Nie zdawała się być w ogóle podobna. Czarna jak heban, zlewała się niemalże z ciemnością królującą wokół. Na jej zadzie i górnych częściach nóg znaki - czerwone pręgi. Szyja jej była nienaturalnie wydłużona, niemal nie jak u konia. Grzywa, krótka jeszcze, sterczała ku górze, dopiero przy czole opadając i przysłaniając połowę pyska. Długi, podobny do lwiego, ogon, zakończony był pędzlem długich czarnych włosów, czerwonawych na końcach. Na czole jej lśniący czerwony kryształ, zwężony z obu stron, przypominający kształtem romb. Łeb - zwężający się mocno ku nozdrzom, bardziej przypominał smoczy niż koński. A w jej pysku dostrzegłam zalążki zębów, ale nie tych które zazwyczaj ma każdy koń. Smoczych kłów.
Nie, pomyślałam. To niemożliwe. Jak takie coś mogłoby mieć zapoczątkowanie we wnętrzu moim, zupełnie niespokrewnionego z gatunkami tego typu? Ale kilka gwałtownych wstrząsów dało mi pewność, że to jednak ona. Dwa niezbite dowody. Oczy. To były moje oczy. Tak samo lśniące, mające ten sam złoty kolor. Miały tylko inne spojrzenie. Ironiczne, prześmiewcze - nie wiem czy względem mnie, czy całego świata. Złe spojrzenie. Ale co ubodło mnie głębiej - skrzydła. Moje ostropióre skrzydła, moja broń, duma i chluba. Wydarła ze mnie i uczyniła własnym to, z czego byłam tak dumna.
Personifikacja najgorszych cech mnie samej. Poezja. Czysta esencja.
"To ona..." - przeszło mi przez łeb. - "To moje przekleństwo, to powód wszystkiego złego."
A ona spojrzała na mnie, mrużąc oczy.
"W istocie" - usłyszałam głosik. Cienki, chichotliwy, tak samo ironiczny jak spojrzenie. - "Rada jesteś, że mnie wreszcie widzisz?"
Nie. Nie, to niemożliwe. Łudziłam się że moje skrzydła i oczy jej wystarczą. Ale nie. Telepatia. Ona też ma ten dar. Jakżeby nowo narodzone źrebię, nieumiejące mówić, które nie powinno słyszeć myśli, rozumieć słów, było w stanie komunikować się w ten sposób?
Próbowałam wstać, odejść, zostawić ją za sobą, zapomnieć że cokolwiek takiego miało miejsce. Ale gdy tylko ruszyłam się, ból mnie ogłuszył. Zacharczałam i padłam bezsilnie na bok.
"Gdzie?" - usłyszałam głosik. No tak. Przejrzała moje intencje.
"Ty śmiesz pytać?" - wycedziłam z chłodem, na jaki pozwalała mi moja resztka sił. - "Po tym co ze mnie uczyniłaś?"
"Nie." - przerwała mi. - "To ty spójrz kim przez ciebie się stałam. Jestem tobą w każdym calu, tobą ze strony, którą pragniesz wyrzucić z siebie, zamazać. To nie o to ci szło?"
"Jak śmiesz!" - wiatr poniósł moje wzburzone rżenie wzdłuż i wszerz Przyjezierza. "Może i chciałam zapomnieć, wyrzucić, ale nie w takiej formie! Nie pod postacią bytu który karmiłby się krwią własnej matki!"
Prychnęła.
"Tak twierdzisz? Skoro rozczytujesz umysły innych, a twoje przewidywania się z reguły sprawdzają, mogłaś przewidzieć i to. A teraz chcesz mnie ot tak zostawić? Czyżby te lata, które przeżyłaś, nie nauczyły cię, że należy ponosić konsekwencje swych czynów?"
I, by dobitnie pokazać mi co ma na myśli, bezpardonowo zbliżyła się do mnie i sięgnęła pyskiem do mojego brzucha i tylnych nóg, żeby ssać mleko. Zacisnęłam zęby żeby nie zakwiczeć, po tym jak poczułam ukłucie jej kiełków. Wierzgnęłam, starając się ją odpędzić, jednak ta zupełnie nic sobie z tego nie robiła, wiedząc że nie mam dostatecznie dużo sił by walczyć. O bezczelna.
"Jakie czyny do cholery?!" - zwróciłam się do niej w myślach. - "Co niby takiego zrobiłam, co miałoby wywołać akurat ciebie?!"
"Najwyraźniej nie to miałam na myśli" - odparła butnie. - "Jak widać, po tej ziemi chodzą też stworzenia które muszą bardziej uważać co myślą, niż co robią." - mimo że nie odrywała się od ssania, głosik zachichotał.
Położyłam uszy po sobie.
"A bodaj byś nie przeliczyła się któregoś dnia!" - zacharczałam. - "Nie myśl że jesteś bardziej cwana niż jesteś!"
"A nie jestem?" - łypnęła w moją stronę i zamrugała niewinnie. - "Powinnam ci podziękować. No pomyśl. Źrebię od urodzenia potrafiące to co jego matka i mające dokładnie te same moce, mogące w przeciągu kilku lat nauczyć się więcej niż jego matka w kilkaset! Jakie daje to perspektywy na przyszłość? Ile było przypadków gdy dziecko przerastało rodzica?"
"Ty bezczelny, marny pomiocie!" - zasyczałam. - "Śmiesz grozić mi, równocześnie bezczelnie nażerając się ze mnie, wysysając do szpiku kości?!"
"Może faktycznie nim jestem" - odparła - "Ale nie zapomnij, że twoim i tylko twoim pomiotem. Wszystko to, co drzemało w tobie, a co ty tak skrzętnie kryłaś, przekłada się na mnie."
Czułam, że mleko dawno się skończyło. A ona ssała dalej. Ból nasilił się.
"Ale mimo wszystko ja nie żyłam nigdy kosztem innych stworzeń" - wycedziłam. - "Skoro więc mienisz się czymś co wywodzi się bezpośrednio ode mnie, nie powinnaś próbować żyć jako samodzielny byt?"
"Oj, mylisz się" - przerwała mi. - "Żyłaś, żyjesz i będziesz żyć cały czas kosztem stworzeń ci najbliższych. O ile w ogóle potrafisz sobie takie obrać. Z tą różnicą że nie musisz pić ich krwi, by zatruć ją samą swoją obecnością. A przynajmniej udajesz, że nie musisz. Nie łudź się. Jesteśmy pod każdym względem takie same. Przyznaj. Boisz się rzec to sama przed sobą, boisz się odpowiedzialności. Co chciałaś ze mną zrobić? Porzucić, zostawić, a może udawać przed innymi że wszystko jest w porządku? Wyrodna matka. Tchórz."
"Czyż nie ukazujesz się właśnie z najgorszej możliwej strony wyrodnego dziecka?" - tym razem to ja nie umiałam powstrzymać ironii. - "Takiego które samo prosi się o zostawienie albo zgoła zamknięcie w Północnej Jaskini?"
Ta nie dała się jednak zbić z pantałyku.
"A zastanawiałaś się po kim to mam?" - parsknęła pogardliwie. - "Nie spodziewałaś się że to co kryjesz obróci się kiedyś przeciw tobie? Nie trzeba mnie było spraszać na ten świat."
"Nie miało cię tu być! Nie spraszałam cię, w ogóle!" - kłapnęłam zębami, usiłując chwycić ją, odciągnąć, sprawić by przestała, zatrzymać ten koszmarny ból rozchodzący się po ciele. Ale brakło mi sił. Leżałam bezsilnie, ciężko oddychając.
"Nie. To ciebie tu nie spraszano. Przypomnij sobie skąd się wzięłaś, co czuła twoja matka w momencie gdy dawano ci zapoczątkowanie wbrew jej woli. A ty? Ty sprowadziłaś mnie tu całokształtem swojego bytu."
Tego było za wiele. Ubodła mnie w najczulszy punkt, który i mnie niemal przywiódł do śmierci. Mogła mieć do mnie co tylko chciała - ale nie pozwolę jej mieszać do tego mojej Matki, która nie miała i nie chciała mieć nic wspólnego ze sprowadzeniem tu demona mojego pokroju. A mimo wszystko potrafiła pogodzić się z moim istnieniem i je pokochać. Ale nie mogłam zrobić tego samego względem kogoś, kto jeszcze przed narodzinami umyślnie zadawał mi ból i wyraźnie cieszył się tym. Nie mówiąc o tym co wyprawiał teraz, hańbiąc wszystkie stworzenia nam, pegazom, podobne.
"A bodaj cię słońce zabiło!"
Rzucenie jakiejkolwiek klątwy na własne dziecko przekreślało godność jakiegokolwiek pegaza. Ale i tak czułam, że dawno temu zostałam już obdarta z tej godności. Kto wie czy miałam ją kiedykolwiek.
A ona przyjęła to z irytującym spokojem.
"A widzisz, jaka jesteś słaba? Ile jesteś tak naprawdę warta? Tyko potwierdzasz moje słowa. Tylko na to cię stać. Truć, ranić, i okładać klątwą to, co wygarnia ci w oczy prawdę."
"...a jeśli nie słońce, ja to zrobię..." - wydusiłam, nierówno oddychając. - "Zabiję cię... Zabiję cię któregoś dnia, obiecuję ci..."
"O ile nie ja nie zrobię tego najpierw z tobą. Aczkolwiek bardziej prawdopodobne jest to, że sama się zabijesz. Nie ja, nie byt cielesny, ale to co siedzi w tobie nadal, zeżre cię od środka."
Oderwała się ode mnie i spojrzała mi prosto w oczy. Na jej pysku i kłach dostrzegłam świeże ślady krwi. Wstrząsnęło mną kilka dreszczy. To była moja krew, świeżo wyssana pod pretekstem mleka. Dlatego ten ból był tak silny. No tak. Mogłam się spodziewać. Mleko było tylko przykrywką, zbędną przykrywką. Możliwe że liczyła na wykończenie mnie już teraz.
Nie wiem, naprawdę nie wiem w jaki sposób odzyskałam siły. Zerwałam się tak szybko, że nawet ona nie zdołała tego przewidzieć. O dziwo, nie miałam problemu nawet z przywróceniem do stanu używalności moich skrzydeł, zesztywniałych i ścierpłych przez długie tygodnie bezruchu, kiedy to byłam tak zmęczona ciążą, że nie byłam w stanie latać. Nawet ona nie potrafi latać na tym etapie i to dawało mi przewagę, przynajmniej chwilową.
Nie wiem dlaczego nie zostałam tam, nie próbowałam zabić jej najwcześniej jak się da. Zachowałam się rzeczywiście jak ostatni tchórz, dbając jedynie o swoje własne bezpieczeństwo. I dopełnił się wreszcie mój zamiar, zostawiłam ją na pastwę losu. Czułam jednak że nie ma się co łudzić że rozszarpią ją wilki albo faktycznie zabije słońce, którym ją wyklęłam. Teraz wiedziałam, że jest przebiegła i cholernie inteligentna. Sama nauczy się latać. A może kiedyś faktycznie znajdzie mnie i zabije. Przez całą wieczność nie da mi spokoju. Mimo tego jak wyglądała, wywodzi się ze mnie. To pegaz. Jest nieśmiertelna.
Mimo że straciłam ją z oczu, na oślep lecąc nad Illumicą w stronę Grimvy, i tak słyszałam jej głosik.
"To nic... I tak nie uciekniesz... Nie uciekniesz ode mnie..." dźwięczało w mojej głowie jak mantra. Ucichło dopiero wtedy, gdy runęłam na trawy Grimvy, krwawiąca, pokąsana, mająca wrażenie że nadal ciągną się za mną jakieś poluzowane narządy. I padłam, jako ciało martwe pada.


---Favourite artrists---
:iconendless-whispers: :iconnyxen: :iconyayster: :iconlosmios: :iconsadir89: :iconshadowumbre:

---Clubs---
:iconpolska: :iconanty-tokio-hotel: :icongpdzadhd: :iconstop-the-violence: :iconequidaemon:

---Useful resources---
:iconequine-resource: :iconstockhorse: :iconabsurdus: :iconvarious-stock: :iconlittlenake: :iconfigurestock:


Devious Information

  • Current Age: 300 and still no heart attacks.
  • Current Residence: Under your bed
  • Interests: Flying
  • Favourite movie: Spirited Away, FMA CoS
  • Favourite band or musician: Nightwish
  • Favourite genre of music: Metal, rock
  • Operating System: Windows XP
  • MP3 player of choice: Winamp
  • Skin of choice: My own. Bay. :P
  • Favourite gaming platform: PC using VBA
  • Personal Quote: "Sticks and stones may break my bones, but words can never hurt me"
  • Tools of the Trade: Photoshop CS2, Wacom Volito2 a6 tablet

deviantART Notice

Devious Comments

~Katusia:iconKatusia: May 4, 2008, 10:56:47 AM
Welcomes :glomp:

--
I'm an atheist and I thank God for it.
George Bernard Shaw
*halil-art:iconhalil-art: May 2, 2008, 11:58:14 AM
Thank you very much for the fav:aww:
~Katusia:iconKatusia: May 1, 2008, 2:11:01 AM
Pleased to hear it, thank you :hug:

--
I'm an atheist and I thank God for it.
George Bernard Shaw
=Swiftshade:iconSwiftshade: Apr 30, 2008, 7:31:58 PM
Awesomeness, yep yep.

--
IF YOU LIKE THIS PAGE THEN (P.S. Visit my page [link] RIGHT NOW, cause i dont MAKE(6+hrs) shit for my HEALTH!!! :poke: )

way:[link]
OR
here:
[link]
~KatsueKaichigo:iconKatsueKaichigo: Apr 30, 2008, 1:25:26 PM
Nee ma sprawy ^_^

--
Byakushii *___*'

___
Strawbery.? ~ >3

__
... always and after we will die...~<3
~Katusia:iconKatusia: Apr 30, 2008, 1:08:16 PM
:glomp: Dziękuję bardzo :)

--
I'm an atheist and I thank God for it.
George Bernard Shaw
~KatsueKaichigo:iconKatsueKaichigo: Apr 30, 2008, 12:52:39 PM
Ładna galeria o.O

--
Byakushii *___*'

___
Strawbery.? ~ >3

__
... always and after we will die...~<3
~TshaniHedgie:iconTshaniHedgie: Apr 28, 2008, 11:20:12 AM
Prosz ^^ i zapraszam do siebie ^^

--
.Call me Tashu.~:butterflytwo: :3

~ :blackice: :nieman: :liquify: ~

98% of DA users draw arts because they want to be popular. If you're one of 2% who draw because of your own pleasure, copy it and paste to your signature.
~Katusia:iconKatusia: Apr 28, 2008, 9:43:50 AM
Dziękuję bardzo :hug:

--
I'm an atheist and I thank God for it.
George Bernard Shaw
~TshaniHedgie:iconTshaniHedgie: Apr 28, 2008, 3:59:35 AM
Wspaniaa galeria, przyznać muszę ^^

--
.Call me Tashu.~:butterflytwo: :3

~ :blackice: :nieman: :liquify: ~

98% of DA users draw arts because they want to be popular. If you're one of 2% who draw because of your own pleasure, copy it and paste to your signature.
~Katusia:iconKatusia: Apr 24, 2008, 7:44:29 AM
Nie ma za co :)

--
I'm an atheist and I thank God for it.
George Bernard Shaw
*Avay:iconAvay: Apr 24, 2008, 7:39:44 AM
dzięki za re-watcha ^^

--
I'm a cookie. Carrot cookie.

Szajn. <3 Keira. <3 Ingu. <3 Chlapu. <3
*Alija:iconAlija: Apr 14, 2008, 10:15:36 AM
no no! ładna galeria! ;) zaraz zabieram się za komentowanie prac =]
~Katusia:iconKatusia: Apr 6, 2008, 1:33:30 PM
Szczerze mówiąc, czasem w to wątpię, kiedy tak przyrównuję się do innych z tej społeczności. Dziękuję :hug:

--
I'm an atheist and I thank God for it.
George Bernard Shaw
~snow1wolf3:iconsnow1wolf3: Apr 6, 2008, 10:54:37 AM Mood: Wow!
Ale masz super galerie!!! Pieknie rysujesz

--
I tried so hard
And got so far
But in the end
It doesn’t even matter
I had to fall
To lose it all
But in the end
It doesn’t even matter ...
{Linkin Park- In the end}
~Katusia:iconKatusia: Apr 3, 2008, 3:43:24 PM
You're welcome. :)

--
I'm an atheist and I thank God for it.
George Bernard Shaw
=Zeurel:iconZeurel: Apr 3, 2008, 2:44:27 PM
cheers for the fav!

--
" You would lift your little spoon up excitedly to press it in and winkle out that first divet of black jelly... AND THEN THE CAGE WOULD COME DOWN!...the cage with the japanese fighting spiders inside... " Dylan Moran
~Katusia:iconKatusia: Apr 2, 2008, 9:41:57 AM
Dziękuję :D

--
I'm an atheist and I thank God for it.
George Bernard Shaw
~ziarnochodek:iconziarnochodek: Apr 2, 2008, 9:01:23 AM
masz b. ładną galeryje 8D szybko się rozkręcasz XD
~Kali-caracal:iconKali-caracal: Apr 1, 2008, 4:10:17 AM
o0' ... oż.

--
For every light there is a shadow...for every love there is hate...through frustration there is understanding...despite the pain and through sadness we justify revenge...and so we fight ...why?

Wolves RPG: [link] JOIN NOW!
~Katusia:iconKatusia: Apr 1, 2008, 2:08:58 AM
Prima aprilis XD dA jest zóły |DDDDD Czy trzeba mówić coś więcej? xdd

--
I'm an atheist and I thank God for it.
George Bernard Shaw
~Kali-caracal:iconKali-caracal: Apr 1, 2008, 1:18:54 AM
Wszyscy mają taki sam av z pokemonem!? o_O wtf?

--
For every light there is a shadow...for every love there is hate...through frustration there is understanding...despite the pain and through sadness we justify revenge...and so we fight ...why?

Wolves RPG: [link] JOIN NOW!
~Katusia:iconKatusia: Mar 16, 2008, 5:58:26 AM
Ale ja tego nie zrobię, nie mam dostatecznej ilości friendów :<

--
I'm an atheist and I thank God for it.
George Bernard Shaw